Monowarstwy,
niewidzialne szkło i inne potrzebne wynalazki
Podczas studiów fizycznych na MIT (Masaachussetts Institute of Technology) Katharine Blodgett (1932 – 2016) poznała fizyka eksperymentalnego Alistaira Hugh Gebbie. Wedle jej własnych słów Alistair „z jakichś niewiadomych powodów” chciał się z nią ożenić. No i poprosił ją o rękę. Był rok 1957, a Katherine chyba mocno wyprzedzała swoje czasy, bo w odpowiedzi na oświadczyny przeprowadziła z narzeczonym taką oto rozmowę:
- No cóż, moja odpowiedź brzmi
„nie”, bo mam mnóstwo innych planów.
- A jakich?
- Chciałabym studiować
astronomię w Londynie, a potem chcę zrobić doktorat.
- Wyjdź za mnie, to
zrealizujesz wszystkie te zamierzenia.
No i wyszła za Alistaira, i
zrealizowała to, co sobie zaplanowała. Nie dość, że została uznaną
astrofizyczką, to jeszcze wyjątkowo skuteczną dyrektorką kilku instytutów
naukowych, m.in. Laboratorium Pomiarów Fizycznych (Physical Measurement
Laboratory) i National Institute of Standards and Technology. W ciągu 22 lat z
kierowanych przez nią instytucji „wykluło” się czterech noblistów. A z
Alistairem pozostała aż do jego śmierci w 2005 roku.
W swoich wspomnieniach Gebbie
pisała:
Kiedy
ciocia Blodgett przyjeżdżała do nas z wizytą, zawsze przywoziła ze sobą wielką
walizkę rozmaitej aparatury do eksperymentów. Z jej pomocą pokazywała nam np.,
jak uzyskać różne barwy zanurzając szklane laboratoryjne bagietki w cienkiej
warstwie oleju unoszącego się na powierzchni wody.
Ciocia Blodgett, czyli
Katharine Burr Blodgett była faktycznie niezwykła. W co najmniej kilku
„dyscyplinach” była bezsprzecznie pierwsza. Np. jako pierwsza kobieta uzyskała,
pod kierunkiem Ernesta Rutherforda we własnej osobie, doktorat z fizyki na Uniwersytecie
w Cambridge. Była także pierwszą kobietą historii, która dołączyła do zespołu naukowców
laboratorium w General Electric. Z tą instytucją była związana do emerytury i
to tam, m.in. w wyniku niezwykle twórczej, wieloletniej współpracy z Irvingiem
Langmuirem, opublikowała kilkadziesiąt artykułów naukowych i opatentowała osiem
wynalazków.
Nie
tylko sukcesy naukowe Katharine Burr Blodgett robią na mnie wrażenie. Praca
badawcza nie wypełniała całego jej czasu i nie pochłaniała całej uwagi. Po
pracy Katharine oddawała się rozlicznym hobby: ogrodnictwu, kolekcjonowaniu antyków,
grze w brydża i pisaniu limeryków. Amatorsko uprawiała także astronomię, a jak
już wypieliła ogródek i wygrała partyjkę w karty, kilka razy w tygodniu udzielała
się w amatorskim teatrze. Nie wiem, jak na to wszystko znajdowała czas. Nie
wiem też, jaką była aktorką, ale wiem na pewno, że była wyśmienitą
fizykochemiczką i wynalazczynią. Katharine Blodgett Gebbie często powtarzała,
że karierę naukową wybrała będąc pod silnym wpływem ciotki Katharine Burr
Blodgett. I domyślam się, że pierwsze imię Pani Gebbie także nie było
przypadkowe.
A jak
to się zaczęło?
Katharine Burr Blodgett
przyszła na świat w 1898 roku, niedługo potem, jak jej ojciec, prawnik
zatrudniony w General Electric, został zastrzelony przez włamywacza we własnym
domu. Rodzina była dość zamożna, więc Katharine mogła uczęszczać do prestiżowej
szkoły. Po liceum studiowała matematykę – z tego przedmiotu uzyskała licencjat
– a następnie fizykę. No i na obu kierunkach osiągała świetne wyniki. W 1917 Katharine spotkała się z dawnym
współpracownikiem ojca, chemikiem Irvingiem Langmuirem, który już rok później
dał jej posadę swojej asystentki w laboratorium GE, a kolejne sześć lat później
wysłał ją na studia doktoranckie do Anglii.
Współpraca Irvinga i Katharine
była niezwykle owocna i trwała kawał czasu. Mam nieodparte wrażenie, że było to
możliwe, ponieważ oboje działali na wspólnych falach i mieli podobne
usposobienia. Urodzony w 1881 roku w Brooklynie Langmuir jako dorastający
chłopiec wnikliwie obserwował otaczającą go przyrodę i skrupulatnie notował
swoje obserwacje, a potem zadawał setki pytań swojemu starszemu bratu, który
był chemikiem. I podobnie jak Katherine miał wiele pozanaukowych pasji:
wspinaczki wysokogórskie, narciarstwo, pilotowanie samolotu i słuchanie muzyki
klasycznej. Kiedy pewnego dnia w 1917 roku Katherine przyszła zwiedzić dawne
miejsce pracy ojca, to właśnie Irving pełnił rolę jej przewodnika. Sam w
laboratorium GE pracował już od ośmiu lat i właśnie zabierał się za zgłębianie
tzw. zjawisk powierzchniowych. Ta dziedzina badań miała go zajmować przez
kolejne dwadzieścia kilka lat i doprowadziła go do najważniejszej nagrody w świecie
nauki. Swoją karierę w GE zaczynał jednak od innego zadania: opracowania udoskonalonej
wersji żarówki. Młody Irving głowę miał nie od parady i szybko ustalił, że trwałość
wolframowego żarnika da się znacząco przedłużyć, jeśli szklaną bańkę wypełni
się gazem obojętnym, takim jak argon, natomiast wydajność żarnika poprawi się,
jeśli wykona się go w postaci skrętki. Zostawmy jednak żarówki i wróćmy do
powierzchni.
Wanna
i mydło, czyli dalszy ciąg badań Pani Pockels
Pamiętacie wannę Agnes
Pockels? Jeśli nie, przerwijcie czytanie i szybciutko przewińcie do góry, do
poprzedniego artykułu. Słowo „wanna” zostało tutaj oczywiście użyte na wyrost,
bo na pewno już wiecie, że była to raczej płytka rynienka z metalowym mostkiem.
Z pomocą takiego domowego urządzenia Agnes sprawdzała, jak po dodaniu do
naczynia z wodą niewielkiej ilości detergentu lub oleju zmienia się napięcie
powierzchniowe wody w zależności od rozmiaru zanieczyszczonej powierzchni.
Historia Agnes Pockels nie przestaje mnie fascynować, ponieważ pokazuje, że
można prowadzić pionierskie badania w najzwyklejszej w świecie kuchni, mając do
dyspozycji kuchenne naczynia, wodę z mydłem, sznurek, guzik i szkolną linijkę.
W dodatku badania te są kontynuowane i rozwijane w całkiem profesjonalnych ośrodkach
badawczych. Firma General Electric nie skąpiła funduszy na swoje laboratorium,
więc bazując na pomyśle Agnes Pockels Irving Langmuir i Katharine Burr Blodgett
eksperymentowali z monowarstwami przy użyciu takiej oto wanny:
Czym są monowarstwy? Tutaj
warto co nieco wspomnieć o procesach określanych wdzięcznym terminem „sorpcja”.
Możemy wyróżnić dwa rodzaje takich procesów: absorpcję oraz adsorpcję.
Jedna literka czyni sporą różnicę, bo kiedy mówimy o absorpcji, mamy na
myśli pochłanianie jednej substancji przez całą objętość drugiej, czyli
absorbenta. Adsorpcja to proces pochłaniania danej substancji wyłącznie
na powierzchni adsorbenta. Taką niezwykle przydatną zdolność
powierzchniowego wiązania cząsteczek różnych substancji ma np. dobrze nam znany
węgiel aktywny, który zażywamy kiedy cierpimy na przykrą dolegliwości zwaną
biegunką. Skuteczność tego leku zawdzięczamy pochłanianiu substancji
toksycznych w organizmie, które po zatruciu pokarmowym uziemiają nas w
toalecie.
Jeśli chcielibyście sprawdzić,
jak to działa, możecie wykonać bardzo proste doświadczenie. Potrzebujecie do
tego naczynia szklanego – zlewki, szklanki lub słoika; niewielkiej ilości
atramentu, trzech tabletek węgla aktywnego kupionych w pobliskiej aptece, wody
i łyżeczki. Tabletki węgla trzeba rozdrobnić na proszek, do naczynia, mniej
więcej do połowy wysokości, nalać wodę, a następnie do wody dodać odrobinę
atramentu. Do tak otrzymanej mieszaniny należy wsypać łyżeczkę węgla i
zamieszać. Teraz możemy naczynie odstawić na jakieś 12 godzin, a po
upływie tego czasu sprawdzić, jaki kolor ma ciecz w naczyniu. A jeśli jesteśmy
bardziej niecierpliwi, możemy użyć lejka wyłożonego sączkiem, by przelać
mieszaninę do innego naczynia. Zobaczymy wówczas, że atrament został oddzielony
od wody, ponieważ cząsteczki barwników zawartych w atramencie
„przykleiły” się do powierzchni węgla. Nietrudno się domyślić, że te
adsorpcyjne właściwości węgla przydają się nie tylko w walce z zatruciami
pokarmowymi. No bo skoro inne substancje tak bardzo lubią się do niego
„przyklejać”, to można, a nawet trzeba go stosować w filtrach do oczyszczania
wody, czy jako składnik pochłaniaczy gazów w klimatyzatorach, oczyszczaczach
powietrza lub w maskach przeciwgazowych. Użycie węgla aktywnego do pochłaniania
gazów trujących w maskach gazowych było tematem pierwszego naukowego artykułu
Katharine Burr Blodgett, opublikowanego w 1921 roku w piśmie Physical
Review.
Po co te monowarstwy, no po co?
Wytwarzanie oraz systematyczne
badanie monowarstw (takich, które mają grubość jednej cząsteczki) adsorpcyjnych
Irving Langmuir jako pierwszy w świecie rozpoczął już w okolicach 1915 roku.
Badania te dość szybko zaowocowały opracowaniem metody przenoszenia takich
warstw z powierzchni cieczy na podłoże stałe. Kiedy Katharine Burr Blodgett
dołączyła do jego zespołu w 1918 roku prace te nabrały tempa. Do połowy lat 30.
XX wieku tandem Langmuir-Blodgett opracował metodę tworzenia monowarstw na
powierzchniach metalowych i szklanych. Jeśli nosicie okulary lub wieszacie
czasem na ścianie obrazek w antyramie, dobrze wiecie, jak do wytwarzania takich
przedmiotów przydaje się szkło antyrefleksyjne. Ani w antyramie, ani w czyichś
okularach nie za bardzo chyba chcemy się przeglądać jak w lustrze, dlatego do
ich wytwarzania stosuje się rodzaj szkła, który zamiast odbijać światło z
otoczenia, całość lub znaczną ilość światła przepuszcza. Aby takie szkło
uzyskać, musimy pokryć jego powierzchnię specjalną powłoką – wynalezienie
takiej techniki zawdzięczamy pracy Pani Burr Blodgett. „Niewidzialne” szkło
należy do jej najważniejszych wynalazków – aby je uzyskać, do pokrywania powierzchni szklanych użyła ona
44 warstw stearynianu baru. W latach 30. i 40. XX wieku ta innowacyjna technika
znalazła zastosowanie w produkcji soczewek do kamer i projektorów, a podczas II
wojny światowej peryskopów i kamer szpiegowskich w samolotach. Po niewidzialnym
szkle przyszły kolejne wynalazki – w latach 1940 – 1953 Katharine wynalazła
m.in. powłoki zapobiegające oblodzeniu skrzydeł samolotów oraz metody
ulepszenia zasłon dymnych.
Przeszła na emeryturę po
niemal 50 latach pracy w laboratorium GE. Do śmierci w 1979 roku mieszkała w Schenectady w stanie Nowy Jork. Jako
emerytka mogła poświęcić więcej czasu na swoje rozliczne hobby, poza tym
działała w kilku lokalnych organizacjach charytatywnych. Nie wiem, jak dla Was,
ale dla mnie życiorys Pani Burr Blodgett to kawał inspiracji…
Tutaj
przerywam, bo artykuł już stał się jakby nieco przydługi, a przecież
obiecywałam, że będzie co nieco o eksperymentach z pogodą. To jednak zostawiam na
kolejny wpis. A zatem jeśli chodzi o Irvinga Langmuira to ciąg dalszy nastąpi…



Komentarze
Prześlij komentarz