Kilka wybranych powodów, dla których „Maria
Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce” Tomasza Pospiesznego jest a) inspirująca,
b) wzruszająca, c) pouczająca
Kiedy
patrzę na wspólne zdjęcia Marii i Pierre’a, widzę twarz mężczyzny, od której
bije spokój i ciepło oraz twarz kobiety, która może wydawać się nieco
zasmucona, poważna, zamyślona. Z przeróżnych przekazów wynika, że małżonkowie
Curie tacy właśnie byli: on życzliwy, otwarty na ludzi; ona przyjazna, uprzejma
i empatyczna, ale jednak trochę wycofana, stroniąca od tłumów, małomówna
i…nielubiąca pozować do zdjęć. Maria Skłodowska-Curie była genialną uczoną, która uważała, że odkrycia naukowe powinny
należeć do całej ludzkości, że tego nie sprzedaje się za pieniądze. Nie znosiła
sławy i blichtru, ale zawsze rozpromieniała się, kiedy mogła się z kimś
podzielić swoją wiedzą i pasją, najchętniej w zaciszu swojego laboratorium - taką
zapamiętało ją wielu jej studentów i współpracowników. Możemy o tym przeczytać
w niemal każdym opracowaniu na temat wielkiej uczonej, i nie inaczej jest w
książce Tomasza Pospiesznego pt. „Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce”.
Jednak tutaj Maria Skłodowska-Curie jest przede wszystkim człowiekiem, ze
swoimi zaletami i słabościami, który miewał zmienne nastroje, gorsze i lepsze
dni i jak każdy z nas nie ze wszystkimi ludźmi ze swojego otoczenia działał na
wspólnych falach. Jedni ją uwielbiali, inni uważali za wyniosłą, niedostępną
czy wręcz irytującą. Dla jednych jej wykłady były inspirujące, dla innych –
śmiertelnie nudne. Takiej oczywistej prawdy próżno szukać w pomnikowych biografiach wielu wybitnych osób, natomiast
na pewno nie brakuje jej w tej niezwykle rzetelnej, obszernej, napisanej
lekkim, przystępnym językiem i wzbogaconej unikatowymi zdjęciami pozycji.
Wyboista droga
W
„Zakochanej w nauce” znajdziemy wszystko to, czego potrzebujemy, by dogłębnie
poznać i zrozumieć charakter, życiowe wybory, sukcesy i niepowodzenia oraz
naukowe dokonania Marii Skłodowskiej-Curie. Jej życie już we wczesnym
dzieciństwie było naznaczone tragedią utraty najbliższych osób – najpierw
najstarszej siostry, a potem ukochanej matki. Dorastała na ziemiach polskich
objętych zaborem rosyjskim, w warunkach ostrej cenzury, rusyfikacji, ciągłych
inspekcji carskich urzędników w szkołach. A jednak Maria uwielbiała się uczyć,
bo czytanie książek i zdobywanie wiedzy pozwalało oderwać się od dość brutalnej
rzeczywistości. O studiowaniu nie było co marzyć, lecz pod groźbą zsyłki na
Sybir uczęszczało się na wykłady Uniwersytetu Latającego, prowadzone w
prywatnych mieszkaniach w tajemnicy przed władzami carskimi. Nie musimy Tomaszowi Pospiesznemu wierzyć na
słowo, bo niezwykłą ambicję, zapał i determinację Marii, jej rodzeństwa oraz
wielu ich przyjaciół do podjęcia tego ryzyka odnajdziemy w licznych fragmentów
wspomnień i listów, przytoczonych w książce. No a potem słynna siostrzana
umowa, między Marią a Bronisławą, wedle której najpierw Bronia miała na
Sorbonie studiować medycynę, a Maria zarabiać na ich utrzymanie; następnie to
Maria miała przyjechać Paryża, a Bronisława wraz z mężem finansować jej studia.
Tak, tak, to właściwie wszyscy wiemy, lecz w „Zakochanej w nauce” śledzimy tę
drogę z nieustannie wzrastającym zdumieniem, ile przeszkód da się pokonać w
dążeniu do upragnionej wiedzy. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo młodzi ludzie nie
cierpią, kiedy im się mówi „Wy to macie dobrze i łatwo; my, starsi, to dopiero
musieliśmy się męczyć, żeby do czegoś dojść”, a jednak bardzo polecam tę garść
inspiracji od Marii Skłodowskiej szczególnie młodym ludziom.
Poślubić najlepszego przyjaciela
Sądzę,
że każdy i każda o tym marzy. Marii i Pierre’owi Curie było dane zaznać
wyjątkowej, pod każdym względem, spełnionej miłości dwojga przyjaciół,
pokrewnych dusz, wspierających się partnerów, współpracowników i towarzyszy
życia codziennego. Kiedy się poznali, ona w nauce stawiała pierwsze kroki, on
był już uznanym francuskim fizykiem. Do szczęścia potrzebowali tylko siebie
nawzajem i wspólnie prowadzonych badań, które przez długi czas odbywały się w starej,
zniszczonej szopie z przeciekającym dachem. W tej nędznej szopie dokonał się
przełom w badaniach nad promieniotwórczością, który z małżonków Curie uczynił sławnych
uczonych i przyniósł im Nagrodę Nobla z fizyki w 1903 roku. „Wyobraźmy sobie” –
pisze Tomasz Pospieszny – „olbrzymi kocioł na wolnym ogniu, bijący żar, wielki
pręt, którym trzeba było wszystko mieszać, nieznośny zapach siarkowodoru
(zgniłych jaj), chloru i amoniaku […], żrące pary kwasów i zasad szczypiące
Marię w oczy i gardło.” W takich warunkach, po to, by wyizolować czysty rad z
rudy uranu małżonkowie Curie pracowali przez cztery lata. Trzeba było w tym
celu przerobić osiem ton smółki uranowej sprowadzanej z Czech i przeprowadzić -
dosłownie! – tysiące doświadczeń chemicznych. Helena Szalay, siostra Marii, swój
podziw dla tej harówki wyraziła tak: „Nie mogłam nigdy zrozumieć, jak wątła i
słabowita moja siostra mogła temu podołać. A jednak entuzjazm dla podjętego
dzieła dał obojgu możliwość wytrwania w pracy.” Droga do dwóch Nagród Nobla (z
fizyki w 1903 roku oraz z chemii w 1911 roku) to dla Marii Skłodowskiej-Curie
nie tylko lata ciężkiej, laboratoryjnej pracy. Gdyby tak było, to nasze,
czytelników, życie byłoby o wiele prostsze. To także historia, bardzo dokładnie
prześledzona w „Zakochanej w nauce”, zakusów Komitetu Noblowskiego, by Nobla z
fizyki wręczyć Henri Becquerelowi i Pierre’owi Curie, z pominięciem Marii – w
końcu jako kobieta i żona najpewniej w tych badaniach co najwyżej pomagała…
Nie
samą nauką człowiek żyje i małżonkowie Curie nie byli tutaj wyjątkiem. Z
„Zakochaną w nauce” mamy, rzecz jasna, niejedną okazję, by od ich laboratorium
się oderwać i poznać ich codzienne życie rodzinne, blaski i troski związane z
rodzicielstwem, wspólne wypady rowerowe, na potrzeby których Maria rezygnowała
z kapelusza i zakładała krótszą suknię. To wszystko miało swój tragiczny koniec
w 1906 roku, kiedy Pierre zginął pod kołami konnego powozu wyładowanego
materiałami na mundury na ulicy Dauphine
w Paryżu. W swojej książce Tomasz Pospieszny poświęca wiele miejsca tej
niewyobrażalnej stracie, jakiej doświadczyła Maria i szczerze mówiąc musiałam
kilka razy sięgać po chusteczki. Nie sądzę, by istniało dużo biografii polskiej
uczonej, które pozwalają choć w niewielkim stopniu wyobrazić sobie jak bolesny
był to dla niej okres i jak mocno zaważył na jej dalszym życiu.
Co to
jest piezoelektryczność?
To po co właściwie sięgać po tę książkę?
O życiu Marii Skłodowskiej-Curie napisano już bardzo wiele artykułów i książek. Jest niemal pewne, że jest to jedna z nielicznych postaci, o której przynajmniej krótkie notki biograficzne można znaleźć w szkolnych podręcznikach. Jednak co bardziej dociekliwi badacze, wśród nich Tomasz Pospieszny, wciąż doszukują się nowych źródeł, fotografii, fascynujących faktów. „Zakochana w nauce” to bogactwo takich właśnie unikalnych źródeł: zdjęć wcześniej niepublikowanych, fragmentów wspomnień i listów; anegdot, materiałów prasowych. Dzięki temu otrzymujemy wnikliwą biografię, nie pomnik, wraz z jej różnorodnymi aspektami: zaletami i wadami charakteru; sukcesami i porażkami; radościami i smutkami; małżeństwem i macierzyństwem; niefortunnym romansem; sławą i uwielbieniem, a kilka lat później obrzucaniem błotem przez francuską prasę. Maria Skłodowska-Curie dała ludzkości swoje wspaniałe odkrycia naukowe wierząc, że to jest właśnie naczelny cel i misja nauki: służyć ludziom, nie żądając w zamian zaszczytów i zysku. Przede wszystkim jednak Maria Skłodowska-Curie, niezależnie od przeciwności losu czy niepowodzeń, nigdy, przenigdy się nie poddawała. Książka Tomasza Pospiesznego to bez wątpienia pozycja obowiązkowa na półce każdego, kto interesuje się historią polskiej i światowej nauki, chce się podkształcić w dziedzinie fizyki i chemii lub po prostu otrzymać porządną dawkę inspiracji.
* Wszystkie cytaty w tekście pochodzą, rzecz jasna, z książki "Zakochana w nauce".

Komentarze
Prześlij komentarz