Przejdź do głównej zawartości

 


O brytfance i guziku, czyli wstęp do bardzo ważnych odkryć

Agnes Pockels (1862-1935) z racji swojej płci miała zdecydowanie bardziej pod górkę niż jej młodszy brat Friedrich Pockels.  Friedrich mógł studiować, Agnes – nie, ponieważ w ich czasach niemieckie uczelnie nie przyjmowały kobiet. Właściwie to nie tylko uczelnie, lecz także szkoły średnie – do matury dziewczyny mogły przystępować, lecz przygotowywać się do egzaminu musiały na własną rękę, na kursach prywatnych, oczywiście pod warunkiem, że ich rodziców było na to stać. Spragniona wiedzy Agnes uczyła się więc sama, z podręczników, które brat chętnie jej udostępniał, oraz dzięki listom, w których Friedrich szczegółowo opisywał najnowsze odkrycia i badania w dziedzinie fizyki. Kiedy rodzice Pockelsów podupadli na zdrowiu, to na Agnes spadł obowiązek opieki nad nimi. Chcąc nie chcąc, Agnes zamiast w wymarzonym laboratorium większość czasu spędzała w kuchni. A skoro tak, to interesujące ją badania i eksperymenty trzeba było przeprowadzać właśnie tam, przy naczyniach z wodą i mydlinami. Podczas codziennych, kuchennych czynności ciekawska Agnes przyglądała się, jak zachowują się drobinki brudu na powierzchni wody i jak sytuacja się zmienia, kiedy do wody dostaną się środki czyszczące. Każda okazja jest dobra, by snuć naukowe dociekania nad tym, jak działają różne rzeczy i dlaczego. W przypadku Agnes Pockels zwykłe mydliny, które dla większości ludzi nie miałyby wartości naukowej, okazały się kluczem do nowych odkryć w dziedzinie fizyki, a później także – chemii.

Na pewno nie raz w czasach szkolnych wykonywaliście doświadczenia, podczas których rozsypywaliście zmielony pieprz lub kładliście lekki spinacz biurowy na powierzchni wody w dowolnym naczyniu. Dlaczego ziarenka pieprzu czy spinacz nie zanurzają się w wodzie (a przynajmniej nie od razu)? Woda składa się z maleńkich cząsteczek, które z każdej strony się do siebie przyciągają. Cząsteczki, które znajdują się na powierzchni, nie sąsiadują od góry z innymi cząsteczkami. Dzięki temu są silniej przyciągane przez swoje sąsiadki od dołu i z boków. To powoduje, że powierzchnia wody jest napięta – tworzy się na niej coś w rodzaju błonki, przez którą trzeba się „przebić”, by móc się zanurzyć. Zjawisko to nazywa się napięciem powierzchniowym – zawdzięczamy mu np. kulisty kształt kropel wody oraz powstawanie tzw. menisku, czyli charakterystycznego zakrzywienia powierzchni cieczy w naczyniu. Idę o zakład, że każdy choć raz takie zakrzywienie widział, albo w wersji wklęsłej, albo wypukłej. Menisk wklęsły powstaje wówczas, gdy siły przylegania (adhezji) pomiędzy cząsteczkami cieczy a ściankami naczynia są większe od sił oddziaływań między cząsteczkami cieczy – zobaczymy go w probówce, do której nalejemy nieco wody. Kiedy jest odwrotnie, czyli siły wzajemnych oddziaływań cząsteczek cieczy (siły spójności) przeważają nad siłami przylegania, tworzy się menisk wypukły. Tak zachowuje się np. rtęć w szklanych naczyniach. Aby zobaczyć menisk wypukły w wykonaniu wody, wystarczy pipetą upuścić kroplę wody na monetę lub napełnić wodą naczynie szklane po brzegi, pozwalając, by słup wody wystawał nieco ponad krawędź naczynia.

                                          

Fakt, że stara dobra woda charakteryzuje się dużym napięciem powierzchniowym niesie za sobą kilka interesujących konsekwencji. Znamy je z codziennego życia, bo przecież dobrze wiemy, że samą wodą ani się nie umyjemy, ani tym bardziej niczego nie upierzemy. Dzięki napięciu powierzchniowemu woda nie atakuje brudu, który trzyma się powierzchni talerzy, ubrań czy ciała ludzkiego, a po prostu po nim spływa. Sytuację na pewno nieco poprawi podgrzanie wody, ponieważ wraz ze wzrostem temperatury spada napięcie powierzchniowe cieczy. Jednakże do osiągnięcia pełni sukcesu dobrze jest mieć pod ręką jakiś detergent lub mydło – określamy je jako substancje powierzchniowo czynne.

 

            

 Zjawisko napięcia powierzchniowego wykorzystują niektóre owady, np. nartnik. Autor zdjęcia Markus Gayda, licencja CC BY-SA 3.0


Kuchenne eksperymenty, czyli rzecz o wannie

Używając do swoich obserwacji początkowo zwykłej balii z wodą i guzika na sznurku, Agnes zauważyła, że dodanie do wody mydła zmniejsza napięcie powierzchniowe, a zanurzany w wodzie przedmiot łatwiej przedziera się przez tę powierzchniową „błonkę”. Aby jednak dokładniej mierzyć te zależności, zaprojektowała do swoich badań aparat, który wyglądał mniej więcej tak:

 

Urządzenie składało się z płytkiej rynienki, w której Agnes umieściła coś w rodzaju metalowego mostka. Kiedy mostek znajdował się pośrodku rynienki, Agnes dodawała niewielką ilość detergentu do wody po jednej stronie mostka i obserwowała, jak spadek napięcia powierzchniowego powodował przesunięcie mostka w tę stronę rynienki, gdzie powierzchnia wody pozostawała „czysta”. W kolejnych eksperymentach Agnes przesuwała mostek na różnych długościach w prawo i w lewo i dokładnie mierzyła zmiany napięcia powierzchniowego w zależności od rozmiaru zanieczyszczonej powierzchni. Trzeba było wielu prób i doświadczeń, by ustalić następujący mechanizm: użycie konkretnej ilości mydła lub oleju na małej powierzchni wody znacząco obniżało siłę napięcia powierzchniowego. Wraz ze wzrostem „zanieczyszczonej” powierzchni napięcie powierzchniowe rosło do momentu, aż osiągnęło wartość maksymalną – poza tym punktem pozostawało już bez zmian, niezależnie od tego, jak duża była badana powierzchnia. Nabiera to większego sensu, kiedy przyjrzymy się substancjom zanieczyszczającym w skali cząsteczkowej. Ta sama ilość mydlin na małej powierzchni jest bardziej skoncentrowana, a cząsteczki wody na powierzchni oddziela od sąsiadek dość gruba warstwa cząsteczek mydła. Przesuwając mostek w rynience i zwiększając zanieczyszczoną powierzchnię, powodujemy, że cząsteczki detergentu (lub oleju) się rozprzestrzeniają, tworząc coraz cieńszą warstwę, więc ich wpływ na wzajemne oddziaływania między cząsteczkami wody się zmniejsza. W końcu dochodzi do tego, że mydło tworzy na powierzchni wody warstwę o grubości odpowiadającej średnicy jednej cząsteczki. Taka warstwa cieńsza już być nie może, nawet jeśli nadal będziemy przesuwać mostek, zatem napięcie powierzchniowe już się nie zmieni. 

 

 


Gospodyni domowa zmienia oblicze chemii

Po kilku latach eksperymentowania Agnes otrzymała list od brata, w którym Friedrich informował ją o podobnych badaniach prowadzonych przez brytyjskiego fizyka Johna Williama Strutta, znanego bardziej jako Lord Rayleigh. Bez zbędnej zwłoki Agnes napisała do Lorda Rayleigha list, w którym przedstawiła wymyślone przez siebie urządzenie oraz wyniki swoich eksperymentów i pomiarów. Uczony był pod wrażeniem i natychmiast przesłał list do pisma naukowego Nature wraz z napisanym przez siebie artykułem. Materiał opatrzył notką do redakcji o następującej treści: „Będę bardzo zobowiązany, jeśli znajdziecie w swym piśmie miejsce na publikację niezwykle interesującego listu, który otrzymałem od pewnej damy z Niemiec. Przy użyciu prostych przedmiotów domowego użytku dokonała ona niezwykle wartościowych obliczeń związanych ze zmianami zanieczyszczonej powierzchni wody”. List został umieszczony w kolejnym numerze pisma, dzięki czemu doświadczenia Agnes Pockels zyskały szerokie uznanie. Przez kolejne 30 lat Agnes opublikowała jeszcze kilkanaście prac naukowych na temat zjawisk powierzchniowych. W 1932 amerykański fizykochemik Irving Langmuir otrzymał Nagrodę Nobla za osiągnięcia w chemii powierzchni. Wraz ze współpracowniczką, fizykochemiczką Katharine Burr Blodgett Langmuir badał tzw. monowarstwy, czyli warstwy danego materiału o grubości jednej cząsteczki. W swoich badaniach Langmuir i Blodgett używali ulepszonej wersji wymyślonego przez Agnes Pockels urządzenia, nazwanego później wanną Langmuira–Blodgett. Sam Langmuir, już po otrzymaniu Nagrody Nobla, w jednym ze swoich artykułów wyraził uznanie dla pionierskich badań Agnes Pockels. Nieco później w jednej z poczytnych gazet w USA ukazał się taki komentarz:

Należy pamiętać, iż do części osiągnięć w badaniach nad monowarstwami na ciałach stałych i cieczach, za które Irving Langmuir otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii w 1932 roku, przyczyniły się pionierskie doświadczenia przeprowadzone kilkadziesiąt lat wcześniej przez młodą kobietę bez formalnego wykształcenia, za pomocą guzika i płytkiej brytfanny w zaciszu jej kuchni.

 

Bardzo dobrany duet, czyli Langmuir i Blodgett

Był mroźny styczeń 1898 roku, kiedy pewnego dnia do domu Państwa Blodgettów wdarł się włamywacz. George Reddington Blodgett, prawnik zatrudniony w General Electric, usłyszawszy hałas zszedł na dół – tam przyłapany przez niego złodziej ranił go śmiertelnie, strzelając do niego z pistoletu. Kilka dni później urodziła się Katharine, która przez kolejne kilka lat wraz z matką i rodzeństwem podróżowała między Francją a Nowym Jorkiem.

W 1917 roku dawny znajomy ojca i znamienity naukowiec, Irving Langmuir we własnej osobie, zaprosił Katharine, by odbyła w jego towarzystwie wycieczkę po miejscu pracy Pana Blodgetta. Katharine dopiero co ukończyła studia, ze świetnymi wynikami z fizyki i chemii.  Langmuir nie chciał dopuścić do tego, by taki talent się zmarnował, więc postanowił wziąć młodą chemiczkę pod swoje skrzydła. Rok później Katharine została asystentką Langmuira, jako pierwsza kobieta w historii, która dołączyła do zespołu naukowców laboratorium w General Electric. Akurat w tym czasie Langmuir rozpoczynał prace nad udoskonalaniem wynalazku Agnes Pockels i eksperymentował ze wspomnianymi wyżej monowarstwami.  I proszę bardzo - tutaj zaczyna się fascynujący rozdział historii przełomowych odkryć naukowych i wynalazków, który zasługuje na oddzielny artykuł, dlatego ciąg dalszy tej opowieści – o nauce i o nadzwyczaj barwnej parze uczonych przeczytacie na tym blogu dokładnie 6 lipca – warto tu wtedy zajrzeć, bo będzie także co nieco o słynnym pisarzu i jego kultowej powieści oraz o dość osobliwych eksperymentach z pogodą…


A o Agnes Pockels oraz wielu innych wybitnych uczonych i odkrywcach, paniach i panach, przeczytacie w naszych książkach:












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

  Monowarstwy, niewidzialne szkło i inne potrzebne wynalazki Podczas studiów fizycznych na MIT (Masaachussetts Institute of Technology) Katharine Blodgett (1932 – 2016) poznała fizyka eksperymentalnego Alistaira Hugh Gebbie. Wedle jej własnych słów Alistair „z jakichś niewiadomych powodów” chciał się z nią ożenić.  No i poprosił ją o rękę. Był rok 1957, a Katherine chyba mocno wyprzedzała swoje czasy, bo w odpowiedzi na oświadczyny przeprowadziła z narzeczonym taką oto rozmowę: - No cóż, moja odpowiedź brzmi „nie”, bo mam mnóstwo innych planów. - A jakich? - Chciałabym studiować astronomię w Londynie, a potem chcę zrobić doktorat. - Wyjdź za mnie, to zrealizujesz wszystkie te zamierzenia. No i wyszła za Alistaira, i zrealizowała to, co sobie zaplanowała. Nie dość, że została uznaną astrofizyczką, to jeszcze wyjątkowo skuteczną dyrektorką kilku instytutów naukowych, m.in. Laboratorium Pomiarów Fizycznych (Physical Measurement Laboratory) i National Institute of Standards...

Wywiad z Jocelyn Bell Burnell /Interview with Jocelyn Bell Burnell

W 1967 roku astrofizyczka Jocelyn Bell Burnell odkryła pierwsze cztery pulsary, wówczas jeszcze nieznane obiekty astronomiczne. Pulsar to bardzo gęsta, wysoce zmagnetyzowana, rotująca gwiazda neutronowa (lub biały karzeł), która w regularnych odstępach czasu emituje wiązkę promieniowania elektromagnetycznego (zazwyczaj są to fale radiowe). Pulsary odegrały bardzo ważną rolę w innych przełomowych odkryciach – np. w latach 70.XX wieku podwójny układ pulsarów dostarczył pierwszego pośredniego dowodu na istnienie fal grawitacyjnych, a w 1991 polski astronom, Aleksander Wolszczan oraz kanadyjski astronom, Dale Frail odkryli pierwsze trzy planety pozasłoneczne krążące wokół pulsara. A jak to było z tymi falami grawitacyjnymi? W sformułowanej pod koniec 1915 roku ogólnej teorii względności Albert Einstein zawarł taki oto postulat: opisana przez sir Newtona grawitacja jest konsekwencją zakrzywienia czasoprzestrzeni. Czas i przestrzeń są ze sobą ściśle związane i tworzą czterowymiarową struktur...
Jan Czochralski (1885–1953) – fascynujący świat metali   To będzie rozdział o metalach, o pociągach i łożyskach. I monokryształach, niezbędnych w elektronice. I o człowieku – wielkim polskim naukowcu, który do dzisiaj pozostaje najczęściej cytowanym polskim uczonym w międzynarodowych publikacjach naukowych i o którym my, współcześni Polacy, wiemy zawstydzająco mało. Kilka słów wstępu, czyli po co nam metale Niezwykle trudno przecenić znaczenie metali oraz ich stopów dla postępu technicznego i życia codziennego. Większość pierwiastków w układzie okresowym to właśnie metale. Wśród ich najpowszechniejszych właściwości należy wymienić charakterystyczny połysk, ciągliwość i kowalność, a także dobre przewodnictwo cieplne i elektryczne (w tym ostatnim przodują miedź, srebro i aluminium). Tutaj mała dygresja, skoro wspomniałam o aluminium: prawidłową polską nazwą czystego pierwiastka jest glin, aluminium to określenie używane w technice i odnosi się do stopów glinu z innymi metalami. Z pow...