Przejdź do głównej zawartości

Popularne posty z tego bloga

Harwardzkie Komputery, czyli wielkie odkrycia w małym pokoju     Astronomki z Harvarda przy pracy; źródło: Wikipedia, domena publiczna   W 1877 roku młoda, błyskotliwa Szkotka Williamina Stevens zakochała się i poślubiła Jamesa Fleminga. Tuż po ślubie oboje wyemigrowali ze Szkocji do Bostonu w USA. Kiedy dwa lata później ona i ich malutki synek zostali przez Jamesa porzuceni, trzeba było sobie poszukać zatrudnienia. Niedługo potem podjęła pracę gosposi w domu Edwarda Charlesa Pickeringa, uznanego astronoma i dyrektora obserwatorium na Uniwersytecie Harvarda. Żona Pickeringa szybko dostrzegła, że Williamina trochę się w tej pracy marnuje i zasugerowała mężowi, żeby zatrudnił ją u siebie w obserwatorium. Tak też się stało. Z początku Williamina wykonywała prace biurowe, lecz Pickering najwyraźniej uznał, że jego zdolna podwładna sprosta większemu wyzwaniu i zaczął uczyć ją analizo wać widma gwiazd. Tak zaczyna się historia zespołu wybitnych astronomek, która jest ...
Jan Czochralski (1885–1953) – fascynujący świat metali   To będzie rozdział o metalach, o pociągach i łożyskach. I monokryształach, niezbędnych w elektronice. I o człowieku – wielkim polskim naukowcu, który do dzisiaj pozostaje najczęściej cytowanym polskim uczonym w międzynarodowych publikacjach naukowych i o którym my, współcześni Polacy, wiemy zawstydzająco mało. Kilka słów wstępu, czyli po co nam metale Niezwykle trudno przecenić znaczenie metali oraz ich stopów dla postępu technicznego i życia codziennego. Większość pierwiastków w układzie okresowym to właśnie metale. Wśród ich najpowszechniejszych właściwości należy wymienić charakterystyczny połysk, ciągliwość i kowalność, a także dobre przewodnictwo cieplne i elektryczne (w tym ostatnim przodują miedź, srebro i aluminium). Tutaj mała dygresja, skoro wspomniałam o aluminium: prawidłową polską nazwą czystego pierwiastka jest glin, aluminium to określenie używane w technice i odnosi się do stopów glinu z innymi metalami. Z pow...
  Rudolf Weigl (1883–1957) – „drogocenna” szczepionka Kiedy niedługo po wybuchu I wojny światowej doktor Rudolf Weigl, młody utalentowany biolog zatrudniony w pracowni mikrobiologii szpitala wojskowego w Przemyślu, zapragnął rozpocząć badania nad tyfusem plamistym, jego szef, profesor Filip Eisenberg nie był zadowolony. Wiadomo było, że tę chorobę przenoszą wszy odzieżowe, więc Weigl wpadł na pomysł, żeby pobierać materiał do szczepionki od zakażonych insektów. Eisenberg wątpił w powodzenie metody – po pierwsze, zakażonych wszy Weigl nie miał wystarczająco dużo, a można je było wówczas pozyskiwać wyłącznie od chorych na tyfus; po drugie, wszy żyją krótko, a po trzecie – siebie nawzajem wszy jakoś nie chciały zakażać. „To trzeba im to będzie do du**…, …do zadniego otworu wstrzyknąć”. To wymagało użycia niezwykle cienkiej, niewiele grubszej od ludzkiego włosa rurki, za pomocą której pod mikroskopem wprowadzano do jelita wszy kroplę zakażonego płynu. Wcześniej trzeba jednak było t...